Beer drinking with friends (still) is a Highest form of Art

listopad 6, 2009 at 5:50 am (San Francisco, english, neoliberalizm)

… checked it, and seems to still be true. Due to the generosity of the Artist, Tom Marioni, who since 1970 practices the art performance entitled just like this entry, we could participate in one of the most important conceptual art performances in the west coast. Tom’s other projects can be found here:

http://www.tommarioni.com/

and here is a picture from his studio:
Tom Marioni's chairs

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Pogrzeb publicznej edukacji…

listopad 3, 2009 at 8:11 am (Berkeley, english, neoliberalizm)

… odbył się dziś na kampusie w Berkeley. Miał rodowód meksykański, więc po pogrzebaniu od razu nastąpiło zmartwychwstanie
rally
The public education died, but than a ressurection took place suddenly
153_5367
Czesne ma tu wzrosnąć jakieś 300% , więc trochę jest napięcia…
153_5371
No i ilość chętnych na demo maleje – z 5000 we wrześniu zrobiło się jakieś 100 osób dzisiaj…
153_5394
ale może się młodzież zmobilizuje..
154_5420
skoro Naomi Klein tak ładnie prosi…
154_5480

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Making connections…

październik 26, 2009 at 2:54 am (english, feminizm/queer, miasta przemysłowe, polityka kulturalna)

What links Rosa Parks and Henryka Krzywonos apart from public transport? That is what I am researching on right now… and – hope this image will be inspiring for some more people working on interconnections:)

Golden Bridge w pełnej krasie

Golden Bridge w pełnej krasie

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

San Francisco is a port town indeed

październik 25, 2009 at 7:53 pm (Berkeley, english, polityka niekulturalna, psychogeografia/derive)

While being here, actually – while starting to really “be” here (until now some parts of me are “being there”, I am a vital example of “in-betweeness” actually) I experience all the funny factors of a movement to the other side of the world – small fascinations (trying local port beer for example… nothing special, but – for a girl who grew up in one of the most beautiful european port towns, it has a very special value, a feeling which I would not be capable to detect from “over there”, I need to see it here).

Speaking of port: here is a tavern:

syrenka

syrenka

I nie wiem, po jakiemu lepiej pisać – więc jeszcze zdanie po polsku – zdaję sprawę z przebywania pomiędzy – trochę tu, trochę tam, i doświadczania małych ekstaz (picie piwa w porcie – niby nic specjalnego, ale jednak…dla dziewczyny wychowanej w jednym z najpiękniejszych portów w Europie to ma swoje znaczenie….)

here come some bites of San Francisco sun and a small beach:

sun1

sun1

I tuż obok – największa duma portu – żaglowiec oraz , w tle, bodaj najbardziej znane więzienie świata: Alcatraz.

alcatraz

alcatraz

I tu wycieczka skręca spowrotem do miasta, gdyż robi się zimno, a ja jeszcze muszę wykonać tarocią robotę (nota bene – ilość wróżek jest w tym porcie zaskakująca:), zaś księżyc pomału przejmuje władzę nad tą częścią globu:

ksiezyc

ksiezyc


…and the moon takes it over…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Manifest na rzecz rewolucji kulturalnej

październik 23, 2009 at 6:41 am (neoliberalizm, polityka kulturalna, polityka niekulturalna)

zapraszam serdecznie do czytania / komentowania/ podpisywania. English version coming very soon..

http://www.rewolucjakulturalna.pl/

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Genealogie i metodologie odwracania

październik 20, 2009 at 7:45 am (Berkeley, anarchizm, psychogeografia/derive)

Dedykowane komuś, kto zapewne nie ma ochoty na tę dedykację, i wyobrazi sobie niestworzone rzeczy, jak ją zobaczy, ale co z tego?

W filmie „Piraci z Karaibów”, a konkretnie – w jego trzeciej części – znajduje się interesujący epizod z odwracaniem. Wędrowcy, którym co prawda udało się dotrzeć na koniec świata i znaleźć tam zaginionego kapitana „Czarnej Perły”, mają nie lada kłopot z odnalezieniem drogi do domu – do normalnego świata. Wiele dni spędzają dryfując po morzu, z którego nie widać lądu, nie wieje też wiatr. Posiadana przez nich mapa zawiera nietypową wskazówkę – „to, co było górą, ma znaleźć się na dole, zaś to, co było na dole, ma stać się górą”. Postrzelony kapitan któregoś dnia doznaje olśnienia, i ku przerażeniu załogi zaczyna biegać od burty do burty, statek zaczyna się kołysać, do kapitana dołączają pozostali marynarze, i w końcu statek przewraca się, maszt idzie pod wodę, wszystko się wywraca, i nagle góra jest dołem, a dół górą. Wędrowcy są uratowani, wypływają na „drugi brzeg”, wszystko obraca się o 180 stopni (przepiękny „efekt specjalny”, warto dla niego obejrzeć cały film), i zabłąkani wędrowcy znajdują drogę do domu. Są uratowani, a wszystko dzięki temu, że doszło do odwrócenia, w jak najbardziej dosłownym sensie tego słowa.

domek

domek

Podobne wrażenie towarzyszyło mi kiedyś na obozie kobiecym, kiedy – po nocy spędzonej w tzw „sweat lodge’u” (namiocie potów) następnego dnia mówiłam od prawej do lewej, i marzyłam tylko o tym, by gołą pupą usiąść w kopczyku piasku. Miałam wrażenie wywrócenia o 180 stopni – wszystko, czym normalnie byłam, ustąpiło prostym doznaniom i potrzebom z ciała, zamiast wątpliwości miałam niezbywalną pewność – to chyba nazywa się integracja… w każdym razie było zupełnie inaczej, niż zwykle.

Teraz też mam takie wrażenie. Po pierwsze dlatego, że jestem po drugiej stronie świata, i gdyby szukać na globusie mojego stałego miejsca zamieszkania i mojej aktualnej kryjówki, znalazłyby się one po dokładnie przeciwnych stronach. Po drugie dlatego, że mieszkam w piwnicy domu pochodzącej z Europy Żydówki. Po trzecie – mam święty spokój od spraw publicznych, i moje życie jest tak bardzo prywatne, że aż nie mogę się z tym oswoić. Po czwarte – dlatego, że moją główną nauczycielką jest Wietnamka, a dotąd w mojej rodzinie było na odwrót – mój tata uczył Wietnamczyków na Politechnice Gdańskiej. Teraz – role się zmieniły. No i po piąte – fakt posiadania praktycznych doświadczeń bycia aktywist(k)ą nie jest tu wyrzucany poza obszar produkowania wiedzy naukowej – wprost przeciwnie, studentów zachęca się do integrowania tego elementu życia i wiedzy w pracę naukową, przytomnie zakładając, że w naukach społecznych wiedza wynikająca z praktyki nie musi być zagrożeniem. Ot – mała zmiana w metodologii, i świetne skutki w dydaktyce.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Alice Walker on going to Gaza

październik 19, 2009 at 4:05 am (Berkeley, english, feminizm/queer)

In a recent article she wrote:
“I got to Gaza the way I had gotten so many places in my life: a sister called me.My friend – the writer Susan Griffin, with whom I was arrested protesting the start of the war agains Iraq in 2003 sent an email”.
(Tikkun, 9/10/2009)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Derive in Berkeley

październik 19, 2009 at 4:02 am (Berkeley, english, miasta przemysłowe, psychogeografia/derive)

Walking the streets of Berkeley and San Francisco I realise how impossible it is for me to express in English. A strange feeling of constantly missing something important, of being either blind or deaf, saying always a different thing than the one wanted…

Alice on the other side of the mirror is a good reference in my case. Psychogeography in a land of absurd – thats my first days here, with all the wisdom, care, truth and compassion I tend to receive from the local people.

Funny discovery: San Francisco as another city of shipyards… somehow cannot move beyond ship industry. Today I discovered the pictures of Dorothea Lange – pictures of women working in the shipyard and other occupations recently reserved for men (pictures mostly form the 40s). An interesting thing to discover other women doing similar thing as I did –

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Spotkanie “Feminizm jako filozofia społeczna”

październik 2, 2009 at 8:03 am (Uncategorized) ()

Serdecznie zapraszam! przyszły czwartek, 8. 10 od 18.00 w _Pałacu Staszica.

Spotkanie fem jako

Spotkanie fem jako

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Feministyczne interwencje w teorię społeczną. Prywatne jest polityczne?

lipiec 23, 2009 at 3:34 pm (feminizm/queer, książki/ publikacje)

Zapraszam! ;)
Wydawnictwo Difin zaprasza do dyskusji i spotkania wokół książki Feminizm jako filozofia społeczna. Szkice z teorii rodziny Ewy Majewskiej, która ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa Difin. W spotkaniu wezmą udział: dr Bożena Umińska – publicystka, badaczka literatury, krytyczką filmowa i działaczka społeczna, wykładowczyni Gender Studies oraz Wojciech Stamm – poeta, prozaik i kurator. Dyskusje poprowadzi Piotr Szumlewicz, filozof, socjolog, dziennikarz społeczny.

Spotkanie odbędzie się 30 lipca (czwartek) o godzinie 18:00 w galerii NIZIO
przy ul. Inżynierskiej 3/4 w Warszawie.

Szczegółowe informacje: Wydawnictwo Difin, tel. (22) 851-45-61 wew. 122, 123
lub na stronie www.nizio.com.pl

Wstęp wolny, serdecznie zapraszamy!

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

dom ogarnięty odrodzeniem religijnym

czerwiec 11, 2009 at 5:08 pm (Uncategorized)

W moim domu pojawiło się sanktuarium Matki Boskiej Mokotowskiej od Kiełbasek, mieści się w lodówce, w kuchni, zaś regularnym pielgrzymem jest mój mały pies, aktualnie w wieku emerytalnym. Nabożność, z jaką patrzy na drzwi sanktuarium, każe mi sięgnąć pamięcią do czasów, gdy pobierałam komunię i widziałam ten wyraz twarzy na osobach obok. Wyuczona nabożność, tak bym to nazwała.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Zaproszenie do Zielonej Bramy

czerwiec 5, 2009 at 9:30 am (miasta przemysłowe, polityka kulturalna, psychogeografia/derive)

Od dziś do końca czerwca w Zielonej Bramie na gdańskiej starówce można oglądać wystawę o Grudniu ‘70 zorganizowaną przez Henryka Majewskiego, prywatnie tatę. Bardzo polecam, bo to świeże archiwum (w sensie – od dawna nie ruszane:) oraz – niebawem na sieci spore archiwum zdjęć, ulotek, materiałów i archiwaliów z okolic Gdańskiej Politechniki i pomorskiego podziemia. Fota poniżej trochę może nie apropos, ale posiadam do niej spory sentyment…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

a jednak:)

czerwiec 5, 2009 at 9:25 am (polityka kulturalna)

Okazało się, że ostatecznie nie takie rocznice straszne, bo jednak parę toastów udało mi się szczęśliwie wychylić, i to w zacnym gronie. Bardzo ciekawie działo się zresztą w Warszawie, gdzie na Krakowskim przedmieściu i w ogóle w centrum wędrowało sporo ludzi, i rzecz wyglądała trochę tak, jakby stolica zrobiła sobie święto, a nawet kilka świąt, za plecami panujących.

Okazuje się też, że jestem wielką zwolenniczką święta państwowego 4 czerwca. Człowiek czasem latami dociera do pewnych miejsc…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

rocznicowo

czerwiec 2, 2009 at 8:33 pm (polityka kulturalna)

Zbliża się 4 czerwca, i nawet kolega mnie ostatnio zapytał, z czym mi się ta data kojarzy (po czym szybko przeszedł do opowieści o własnym zaangazowaniu). Nie wiedziałam, co powiedzieć, co od razu zostało uznane za brak zainteresowania pytaniem. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, ponieważ uświadomiłam sobie, oczywiście przez lekkie łzy, bo tak mam, że jestem beksa, i polityka mnie wzrusza, że dla mnie to był dzień, od którego wiedziałam, że jakieś mętne typki nie będą mi wyciągały starego do pudła, że to dzień, po którym nie będę siedziała w dziwnych poczekalniach więzień, że to był dzień, od którego dzieci w szkole już nie będą mogły za mną wrzeszczeć, że mam ojca kryminalistę.

Kolega uznał, że mnie znudził swoją opowieścią, więc mu powiedziałam, że po prostu nie wiem, co teraz powiedzieć, i sobie poszłam. Jak tak sobie szłam, myślałam o tych wszystkich fanach i fankach liberalizmu (ze szczególnym uwzględnieniem polskich feministek prokapitalistycznych) i zastanawiałam się, dlaczego przez tyle lat na ich: “bo ty nie wiesz, co to był komunizm” nie byłam w stanie powiedzieć:” ja nie wiem? chyba się pani pomyliło”. Jak teraz pomyślę o tych wszystkich świetnie ustawionych profesorkach z dobrych profesorskich rodzin już na wstępie gwarantujących karierę, robi mi się niedobrze, i zastanawiam się, czy kiedyś zeżre mnie resentyment, czy jednak tę walkę mam już dużo za sobą.

Tak, przez mgłę, ale bardzo dobrze pamiętam, co to był komunizm. Przypominają mi o tym opowieści o pradziadku ppsowcu, który na dzień dobry dostał karę śmierci (jakimś cudem wycofaną), o jakichś bliższych i dalszych krewnych, wreszcie – bezpośrednie doświadczenia domowe, kiedy moje własne dzieciństwo orał jakiś dziwny system, z którego rozumiałam mniej więcej tyle, że czekolada to takie coś, co jest gdzie indziej.

Nie wiem, nie jestem fanką wymazywania rocznic, na swój sposób lubię pamięć, lubię żałobę, radość, obchodzenie świąt i rocznic, płakanie i dumę wymieszaną z radością.

W tym roku, choć chyba naprawdę miałabym co świętować, nie czuję się w żaden sposób zaproszona do zabawy. Nie mam wiele wspólnego z ludźmi pijącymi toasty za wolność, bo na własnej skórze widziałam jej braki również w nowym systemie. Nie chce mi się pić za dobrobyt, bo te 2,5 miliona dzieci, które nie miały śniadania, jakoś nie buduje mojego poczucia, że żyję w bogatym kraju. Ale nie chcę też wracać do czasów z jedną partią, jedną gazetą i jedną telewizją, bo lubię pluralizm.

Jak zawsze: jako kobieta nie mam kraju, bo moim domem jest cały świat?

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

“Polityka” usłyszała o queer

kwiecień 22, 2009 at 8:39 am (feminizm/queer)

… a konkretnie – ucho Mirosława Pęczaka dorobiło się genderowej wrażliwości, dzięki czemu polska prasa społeczno-kulturalna doczekała się, na pozór przynajmniej, dociekliwego artykułu o Anthony and the Johnson.

W moim przekonaniu dowiadujemy się z tego tekstu kilku ciekawych rzeczy o Anthonym i okładkach jego płyt, jednej ciekawej rzeczy o Pęczaku (z tekstu wynikałoby, że jest zadeklarowanym heteroseksualistą, patrz zakończenie tekstu) oraz że kultura queer jest rodzaju męskiego. I to jest informacja niestety z gruntu nieprawdziwa.

Pęczak pisze o tym, że pierwszą figurą queer był Oskar Wilde, który faktycznie pierdolił społeczną normę podziału płci, niemniej – ani nie zasłynął przebieraniem się za kobietę, ani nie tworzył queerowej subkultury, tylko korzystał pełnymi garściami z gotowych już przegródek, w które społeczeństwo wiktoriański, niczym dobra spiżarnia, wprost obfitowało. Oczywiście istniały gejowskie kluby w Londynie jego czasu, i oczywiście on do nich uczęszczał, podobnie, jak istniały kluby dla kobiet i dla eksperymentujących małżeństw oraz rozległa kultura pedalska i (wyłożona aksamitem) kultura lesbijska.

Jeśli chodzi o pierwszą postać queerową, to jest nią oczywiście szereg młodzieńców z dialogów Platona, których na ogół zapamiętujemy jako “ideę młodzieńca” uwodzącego Sokratesa, dzięki czemu powstaje fundament europejskiej filozofii (wszak Sokrates wyznaje w Fajdrosie, że gdyby nie te pacholęta, jego dusza zachochanego (miłującego etc) nie miałaby pretekstu, żeby się rozwijać). Miłosny szał, tu skierowany na młodego, powabnego chłopca, prowadzi do rozkwitu filozofii.

W wieku XIX usankcjonowanym i powszechnie znanym Drag kingiem była oczywiście George Sand, która – pragnąc stać się prawdziwym miejskim flaneurem, nie gardziła męskim przebraniem gwarantującym jej możliwości przechadzania się po Paryżu niemal dokładnie wg wskazówek Baudelaire’a. Drag kingiem była również Emilia Plater, choć trwają jeszcze spory, czy dominowało u niej poświęcenie dla ojczyzny, czy wola przekroczenia traktowanej przez nią jako ograniczenie kobiecości.

Omawiając znanych rockmanów, którzy w paradnych kostiumach miotali się na scenach przełomu lat 70 i 80tych ani słowem nie wspomina o Freddym Mercurym, postaci par excellence queerowej, która do tego jeszcze pozostaje w naszej pamięci jedną z pierwszych gwiazd światowego formatu, które zmarły na AIDS.

Mamy więc piękny artykuł z kilkoma brakami, który wyjaśnia i rozpakowuje pojęcia od kilkudziesięciu lat stanowiące podstawy licznych gałęzi nauk społecznych, takie jak gender i queer, w dużym, powszechnie szanowanym czasopiśmie. Super. Myślę w związku z tym, że na porządny artykuł o polskim feminizmie poczekamy jeszcze z 20 lat, i w końcu będzie – nie zkic o kilku warszawskich działaczkach, ale rozumiejący , kompetentny esej. Czekamy niecierpliwie.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »