Moja ulica… dwukierunkowa ;)
Niektórzy pytają, czy Castro nie jest przereklamowane… no, ja myślę, że nie…. mój kawałek ulicy już nie jest taki zdobiony, niemniej – i tak jest przyjazny… widoki z okna poniżej… Jeśli ktoś widział film o Harveyu Milku, to to jest właśnie ta ulica:)
Los Angeles
Najstarszy dom ma tam niecałe 200 lat, pochodzi z 1818 roku, i znajduje się w czymść, co przewodniki opisują jako “dzielnicę”. Jeśli dzielnica może mieć (dosłownie!) 4 ulice na krzyż, a konkretnie: mieścić się na niewielkim kwadracie między 4 ulicami, to el Pueblo jest dzielnicą, najmniejszą jaką widziałam.

To była największa niespodzianka całego wyjazdu… myśleliśmy, że tam można pospacerować… gdzie tam…

najlepszy spacer miałam na zupełnie pominiętej przez przewodnik dzielnicy (ze 20 ulic w każdą stronę… to już jest dzielnica) żydowskiej w LA, najlepsze bajgle w piekarni,

gdzie za przepierzeniem chłopcy i męźczyźni studiują cięzkie zwoje, a dziewczynki noszą spódnice w kratkę oraz białe podkolanówki.

Nie wiem, czy mieszkancy tej dzielnicy są politycznie kompatybilni z moim potrzebami, ale ponieważ na ogół wyglądają jak z pocztówek sprzed wojny z Polski, nie LA, miałam straszną ochotę ich wszystkich zapraszać spowrotem do Warszawy ![]()

róg La Brea i Broadway, należy się kierować w stronę przeciwną do downtown tym broadwayem, i jest naprawdę bardzo miło

(jak na Mokotowie mniej więcej).


Going to LA: big sur
Ocean’s 11
Biggest waves ever… here is a link to a first wave feminism short description (wild Victorianesses): http://intertekst.pl/191_artykul.html
and here are waves on Pacific:
and a clip of Dead Can Dance in case image was not all one needs.
happy new year everyone!!!
Happy New Year!!!
I started last year in Cairo, Egypt… and I welcomed the 2010 here, in San Francisco, well – in Oakland actually, but with a very nice view on fireworks over the city…
and – Xmas Eve here… I proudly stood in a line in front of the Castro Theater, where some 500 people were waiting to get tickets to the San Francisco Gay Men Chorus… 20 years old already… see here:

Horrorscope in California. 1
A result of international cooperation
horrorscope for the president of UC Berkeley
Dear President Yudof,
We are all glad you feel good after producing your new regulations on UC Berkeley – a place that we create, but you are so proudly governing. With all our respect, we still try to figure out how you came up with such brilliant ideas as financial cuts, firing workers, fee hikes etc, but no rational explanation could clarify this.
Therefore we decided to submit our question to astrologists hoping, that they might explain what you try to do with our University. Here are some insights to this witch crafted knowledge we do not practice, but some people still try to develop. We now understand that your actions are directly influenced by the stars constellations, because simply a human intellect could not act with such a rapidity and determination. Here is a quote from a daily horoscope for Scorpios – you were born under this sign:
“You are feeling good–everything in your life just seems to fall into place. Higher ups may have noticed your quick intelligence and your ability to find answers in difficult situations. This may create an opportunity for you to move up the ladder of success into management. Your decision would be on whether you could actually fire someone or not. Give this plenty of thought and then think again. Perhaps some reading topics on the tribulation of management would help. (…) The young people in your environment seek you out this evening. You encourage psychological well-being”.(Daily.horoscopes.com)
As a Scorpio your poisonous actions might not always be appreciated by the people whom they might affect, and that definitely is the case here, at UC Berkeley. The young and old people around you indeed search for some thoughtful way out of the dead-end cut street you brought us all to. In fact we would be delighted if you stepped away from the Pluto and stars determined destructive patch and came back to Earthly domain. We know, that it is hard to go back from the way which follows such brilliant other Scorpio historical figures, as P. J. Goebbels (whose first order was to burn forbidden books in Germany back in 1930s) or Margaret Thatcher (who was to introduce the neoliberal economy and gained the nick-name “Iron Lady” after doing so). Not only you follow their agenda, but you take action in the month of Scorpio, exactly when Goebbels started his “action”. Being a Scorpio is a hard duty in fact, yet being a Scorpio born in the year of Monkey is quite an accomplishment. We all know that Monkeys can run circles around other people with ease, love practical jokes and like to play tricks on colleagues and friends alike (http://www.usbridalguide.com). But the Scorpio nature of Scorpio Monkeys often sparks some negative aspects of the Monkey which could lead to a malicious makeover (http://www.ofesite.com). We hope reason finds its way to your decisions. With all due respect, the protesters.
Berkeley on Strike (for real)
The police invaded Wheelers Hall at 5 pm and try to get the 40 protesters from there. There are arrests and all the usual trouble. Some 400 people were there this afternoon. More pictures: indybay.org
and even more pictures here

Derive in San Francisco…
Learning new words: chaotic pendulum.

geometry

sunny afternoon in November

Beer drinking with friends (still) is a Highest form of Art
… checked it, and seems to still be true. Due to the generosity of the Artist, Tom Marioni, who since 1970 practices the art performance entitled just like this entry, we could participate in one of the most important conceptual art performances in the west coast. Tom’s other projects can be found here:
and here is a picture from his studio:

Pogrzeb publicznej edukacji…
… odbył się dziś na kampusie w Berkeley. Miał rodowód meksykański, więc po pogrzebaniu od razu nastąpiło zmartwychwstanie

The public education died, but than a ressurection took place suddenly

Czesne ma tu wzrosnąć jakieś 300% , więc trochę jest napięcia…

No i ilość chętnych na demo maleje – z 5000 we wrześniu zrobiło się jakieś 100 osób dzisiaj…

ale może się młodzież zmobilizuje..

skoro Naomi Klein tak ładnie prosi…

Making connections…
What links Rosa Parks and Henryka Krzywonos apart from public transport? That is what I am researching on right now… and – hope this image will be inspiring for some more people working on interconnections:)

Golden Bridge w pełnej krasie
San Francisco is a port town indeed
While being here, actually – while starting to really “be” here (until now some parts of me are “being there”, I am a vital example of “in-betweeness” actually) I experience all the funny factors of a movement to the other side of the world – small fascinations (trying local port beer for example… nothing special, but – for a girl who grew up in one of the most beautiful european port towns, it has a very special value, a feeling which I would not be capable to detect from “over there”, I need to see it here).
Speaking of port: here is a tavern:

syrenka
I nie wiem, po jakiemu lepiej pisać – więc jeszcze zdanie po polsku – zdaję sprawę z przebywania pomiędzy – trochę tu, trochę tam, i doświadczania małych ekstaz (picie piwa w porcie – niby nic specjalnego, ale jednak…dla dziewczyny wychowanej w jednym z najpiękniejszych portów w Europie to ma swoje znaczenie….)
here come some bites of San Francisco sun and a small beach:

sun1
I tuż obok – największa duma portu – żaglowiec oraz , w tle, bodaj najbardziej znane więzienie świata: Alcatraz.

alcatraz
I tu wycieczka skręca spowrotem do miasta, gdyż robi się zimno, a ja jeszcze muszę wykonać tarocią robotę (nota bene – ilość wróżek jest w tym porcie zaskakująca:), zaś księżyc pomału przejmuje władzę nad tą częścią globu:

ksiezyc
…and the moon takes it over…
Manifest na rzecz rewolucji kulturalnej
zapraszam serdecznie do czytania / komentowania/ podpisywania. English version coming very soon..
Genealogie i metodologie odwracania
Dedykowane komuś, kto zapewne nie ma ochoty na tę dedykację, i wyobrazi sobie niestworzone rzeczy, jak ją zobaczy, ale co z tego?
W filmie „Piraci z Karaibów”, a konkretnie – w jego trzeciej części – znajduje się interesujący epizod z odwracaniem. Wędrowcy, którym co prawda udało się dotrzeć na koniec świata i znaleźć tam zaginionego kapitana „Czarnej Perły”, mają nie lada kłopot z odnalezieniem drogi do domu – do normalnego świata. Wiele dni spędzają dryfując po morzu, z którego nie widać lądu, nie wieje też wiatr. Posiadana przez nich mapa zawiera nietypową wskazówkę – „to, co było górą, ma znaleźć się na dole, zaś to, co było na dole, ma stać się górą”. Postrzelony kapitan któregoś dnia doznaje olśnienia, i ku przerażeniu załogi zaczyna biegać od burty do burty, statek zaczyna się kołysać, do kapitana dołączają pozostali marynarze, i w końcu statek przewraca się, maszt idzie pod wodę, wszystko się wywraca, i nagle góra jest dołem, a dół górą. Wędrowcy są uratowani, wypływają na „drugi brzeg”, wszystko obraca się o 180 stopni (przepiękny „efekt specjalny”, warto dla niego obejrzeć cały film), i zabłąkani wędrowcy znajdują drogę do domu. Są uratowani, a wszystko dzięki temu, że doszło do odwrócenia, w jak najbardziej dosłownym sensie tego słowa.

domek
Podobne wrażenie towarzyszyło mi kiedyś na obozie kobiecym, kiedy – po nocy spędzonej w tzw „sweat lodge’u” (namiocie potów) następnego dnia mówiłam od prawej do lewej, i marzyłam tylko o tym, by gołą pupą usiąść w kopczyku piasku. Miałam wrażenie wywrócenia o 180 stopni – wszystko, czym normalnie byłam, ustąpiło prostym doznaniom i potrzebom z ciała, zamiast wątpliwości miałam niezbywalną pewność – to chyba nazywa się integracja… w każdym razie było zupełnie inaczej, niż zwykle.
Teraz też mam takie wrażenie. Po pierwsze dlatego, że jestem po drugiej stronie świata, i gdyby szukać na globusie mojego stałego miejsca zamieszkania i mojej aktualnej kryjówki, znalazłyby się one po dokładnie przeciwnych stronach. Po drugie dlatego, że mieszkam w piwnicy domu pochodzącej z Europy Żydówki. Po trzecie – mam święty spokój od spraw publicznych, i moje życie jest tak bardzo prywatne, że aż nie mogę się z tym oswoić. Po czwarte – dlatego, że moją główną nauczycielką jest Wietnamka, a dotąd w mojej rodzinie było na odwrót – mój tata uczył Wietnamczyków na Politechnice Gdańskiej. Teraz – role się zmieniły. No i po piąte – fakt posiadania praktycznych doświadczeń bycia aktywist(k)ą nie jest tu wyrzucany poza obszar produkowania wiedzy naukowej – wprost przeciwnie, studentów zachęca się do integrowania tego elementu życia i wiedzy w pracę naukową, przytomnie zakładając, że w naukach społecznych wiedza wynikająca z praktyki nie musi być zagrożeniem. Ot – mała zmiana w metodologii, i świetne skutki w dydaktyce.
































